Currently reading

Mrs. Dalloway
Virginia Woolf, Maureen Howard
David Copperfield
Charles Dickens, Jeremy Tambling

Zwierzę zwyrodniałe.

One note: as there are more and more English-speaking mad-book-lovers out there – which makes me extremely happy – please poke me if there is a need to provide English translation. Best!

 

* * *

 

Czy mi się to podoba czy nie, moja sterta wakacyjnych lektur przedstawia się niezwykle imponująco i zachęcająco:

 

 

 

 

Co oznacza, że książki, które chcę przeczytać, wciąż muszą cierpliwie czekać na swoją kolej. Cóż, może wrzesień okaże się łaskawszym miesiącem.

 

Ale, ad rem.

 

Zastanawialiście się kiedyś, skąd wzięło się to charakterystyczne utyskiwanie starszych na „stare, dobre czasy”, a w szerszym kontekście – obejmujące całe społeczeństwa przekonanie, że oto stoimy w obliczu postępującej dekadencji, świat schodzi na psy, a obecna cywilizacja przeżywa śmiertelny kryzys? Profesor Jerzy Jedlicki też się nad tym zastanawia; dlatego też napisał Świat zwyrodniały. Co istotne, nie zastanawia się on nad tym, od kiedy nasza cywilizacja jest chora, ale od kiedy pojawiła się idea, że nasza cywilizacja jest chora.

 

 

Dochodzi do wniosku, że w Zachodniej Europie myśli o złym kierunku rozwoju świata są rewersem myśli o postępie – obydwie te idee to córy XVIII wieku. A później? Rousseau (krytyka cywilizacji i apoteoza natury), rewolucja francuska (zburzenie dotychczasowego porządku i próby stworzenia nowego), Joseph de Maistre (rewolucja francuska jako dzieło szatana), romantyzm (istny bigos często wykluczających się prądów), rewolucja przemysłowa, apoteoza postępu i krytyka postępu, Nietzsche i Schopenhauer, modernizm, fin de siècle... i wreszcie XX wiek, który jest spadkobiercą tego wszystkiego.

 

Uwielbiam badania nad XIX wiekiem, ponieważ mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że wiele problemów ludzi XX i XXI wieku swój początek bierze właśnie tam.

 

Jedlicki analizuje wybrane (jak sam pisze we wstępie, litanię dzieł poświęconych zmierzchowi cywilizacji można by ciągnąć w nieskończoność) problemy. Na przykładzie polskiego romantyzmu przedstawia, skąd wziął się czarny stereotyp Zachodu jako cywilizacji uniformizującej, która z tego powodu w istotny sposób zagraża społeczeństwom takie jak polskie. Bada, na czym polega problem miasta jako ostoi postępu, industrializacji, a przez to śmiertelnych dla partykularnego rozwoju czynników. Dużo miejsca poświęca „degeneracji po angielsku” – stamtąd bowiem wypływa najwięcej źródeł ścierających się prądów XIX wieku. To tam najwcześniej zaczyna się rewolucja przemysłowa i tam pojawia się wielu prominentnych krytyków. Stamtąd pochodził Charles Darwin, który w 1859 roku dołożył własną stertę cegieł do budowy dyskusji o postępie, rozwoju, dążenia do doskonałości. Jedlicki kończy rozciągnięciem przed czytelnikiem wachlarza nastrojów epoki fin de siècle i przełomu wieków.

 

Napisana świetnym, nieco uszczypliwym acz nieprzeintelektualizowanym językiem książka pozwala skonfrontować się z umysłem autora ciętym jak brzytwa. Doskonale układa tak wiele splatających się ze sobą, trudnych do pogodzenia czynników. Jednocześnie, książka nie jest wyczerpująca i przez to wyzwala – przy najmniej we mnie – chęć głębszego poznania wielu aspektów tego złożonego zjawiska, które stanowi fundament naszej obecnej tożsamości.

 

Jedna z bardziej fascynujących rzeczy, choć zaledwie wzmiankowana, szczególnie poruszyła moją wyobraźnię:

 

 

Pałac Kryształowy w Londynie, największa szklarnia świata, zbudowana na potrzeby pierwszej w dziejach gigantycznej wystawy handlowo-przemysłowej, która odbyła się w 1851 roku.

 

 

 

 

 

 

 

Jedlicki pisze, że The Great Exhibition of the Works of Industry of All Nations "miała przede wszystkim cel moralny: miała być świątynią twórczej pracy, chrześcijaństwa i wiecznego pokoju; w tym duchu pisała o niej cała brytyjska prasa, w tym stylu przemawiał otwierając ją książę Albert. Charles Kingsley, powieściopisarz i publicysta, jeden z inicjatorów wystawy, mówił w swym odczycie-kazaniu: Gdyby pradziadowie nasi wstać dzisiaj mogli ze swych grobów, to w naszych szpitalach i kolejach żelaznych, w osiągnięciach naszej nauki fizycznej ujrzeliby potwierdzenie tego starego ich przesądu, nadejście Królestwa Bożego, urzeczywistnienie tych darów, które Chrystus otrzymał dla ludzi, bardziej szczodre niż ktokolwiek z nich mógł marzyć".

 

Czyż nie jest to esencja XIX wieku?